Wiecie, że jeszcze dwa lata temu czarny bez był dla mnie tylko elementem krajobrazu? Ładnie pachnącym, ale nic poza tym. Czekałam, aż kwiaty przekwitną i dojrzeją owoce, które mroziłam, aby finalnie wylądowały w kompocie. 
Prawie dwa lata temu wpadł mi w ręce artykuł, gdzie autor (nie pamiętam kto) opisywał jak bardzo obecnie nie doceniamy tej wyjątkowej rośliny. Pisał m.in, że kwiaty czarnego bzu są jadalne i najlepiej zrobić z nich syrop. Stwierdziłam – czemu nie, warto spróbować. Cierpliwie czekałam do czerwca, nazbierałam dwa kosze kwiatostanów i uruchomiłam domową przetwórnię. Syrop zachwycił, przepis znajdziecie tu. Tak mnie to pochłonęło, że zapomniałam odłożyć kilka i usmażyć. A potem było za późno, bo kwiaty przekwitły.
I tak czekałam kolejny rok, aż do dzisiaj i w końcu udało mi się przygotować kwiaty w cieście.
Racuchy lubię, nawet bardzo. Standardowo ciasto naleśnikowe + jabłka lub inne owoce. Potrafię wchłonąć kilkanaście, ale przytomnie ograniczam się do 2-3 na raz. W moim wieku nie ma co drażnić żołądka i wątroby takimi ciężkimi posiłkami.
Ale racuchy z kwiatami czarnego bzu…poddałam się. Wmawiam sobie, że za pierwszym razem trzeba zjeść więcej, bo nowy smak i tak dalej 😉 Pobiegam, albo zabiorę sąsiadce psa i pójdę na kilkugodzinny spacer żeby spalić te kilkanaście zjedzonych sztuk;>
Nie żałuję ani jednego pochłoniętego racucha.
Jak to pachnie! I chrupie!
To jest takie inne, tzn wiecie dalej są to racuchy, ale takie lepsze, pachnące i jakby nieco lżejsze (wiem, wiem, tak sobie wmawiam).
Wypróbowałam kilka różnych ciast naleśnikowych i to poniżej  zdecydowanie najlepiej mi pasuje.
Próbowałam też zrobić ciasto vegańskie, ale bez jajek już tak nie smakuje, odpuściłam.

I największy plus – robi się je zaledwie kilkanaście minut:)

Składniki:

  • ok 10-15 kwiatostanów czarnego bzu (wybierzcie te większe, gdzie prawie w ogóle nie ma pąków, a wszystkie kwiaty w pełni rozkwitły)
  • szklanka gazowanej wody
  • pół szklanki mleka 2%
  • szklanka mąki pszennej (nie polecam pełnoziarnistych zamienników – mają zbyt intensywny smak i zapach, mąka pszenna będzie najlepsza)
  • 2 jajka L
  • łyżka miodu (np. wielokwiatowy – zamiast może być łyżka białego cukru)
  • szczypta soli
  • olej roślinny do smażenia
  • cukier puder/miód lub syrop klonowy do polania

Czas: ok 20 minut

Kwiaty najlepiej zbierać w ciągu dnia, w suchy i słoneczny dzień. Ja odcinam nożyczkami łodygi i wkładam do kobiałki po truskawkach – dzięki temu nie zgniotą się i nie tracą zbyt dużo pyłku. Wybieraj takie, które nie są zbyt mocno oblegane przez owady –  a jeśli jakieś się trafią, delikatnie je usuń. (Nie strzepuj kwiatów, stracisz dużo cennego i bardzo zdrowego pyłku). Nie myj ich – przed smażeniem, rozłóż na czystej ściereczce.
Przygotuj ciasto:
Jajka roztrzep z mlekiem, cukrem i solą. Dodaj mąkę i gazowaną wodę. Zmieszaj, aż powstanie ciasto o konsystencji śmietany (bez grudek).
racuchy z kwiatów czarnego bzuW wysokiej patelni lub rondlu rozgrzej olej – wlej na wysokość ok 3 cm.
Trzymając za łodygę (nie przycinaj jej za krótko, trudno będzie wtedy je trzymać) zanurzaj kwiaty pojedynczo w cieście, (robiłam to po 2-3 razy, aż ciasto oblepiło wszystkie płatki) i przekładaj na rozgrzany olej lekko dociskając do dna – dzięki temu kwiaty nie będą zlepione i ponownie się rozchylą.
Smaż ok 2 minut z każdej strony – ciasto powinno mieć jasno brązowy kolor.
Usmażone racuchy odsącz na ręczniku kuchennym z nadmiaru tłuszczu.
Gorące posyp cukrem pudrem lub polej miodem (płynna czekolada też może być). Jedz od razu – zimne nie są już tak smaczne.
Pasują do nich także świeże owoce i jogurt naturalny.

racuchy z kwiatów czarnego bzu

racuchy z kwiatów czarnego bzu

P.S.
Po usmażeniu odetnij grube gałązki – są zbyt włókniste, ja ich nie jadłam:)

Jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem syropu z kwiatów bzu – koniecznie polej nimi racuchy- zdecydowanie podkręci on smak i aromat dania.